P o d r ó ż e . . . . . te samolotami, autobusami, samochodami... i te w codziennym życiu... no i, oczywiście, podróże literackie, filmowe i muzyczne...
Blog > Komentarze do wpisu
ksiazka z automatu do kanapek...


[nie lubie zapozyczac od- i cytowac innych blogowiczów, ale tym razem nie moglem sie powstrzymac. nie linkuje bo interesujaca mnie sprawa to tylko fragment wiekszego
postu u andrasol, ale i nie roszcze sobie zadnych praw do tematu:-)]

odkad pamietam, co jakis czas, a to przy kolejnej reformie edukacji, a to z okazji jakiegos "Waznego Raportu", a to znów przy zmianie ustawy o podatku VAT, wyplywa temat dostepnosci i kosztów Ksiazki. sprawa jest istotna nie tyle dlatego, ze ludzie nie znaja klasykow (sam ich nie znosze), ale przede wszystkim z banalnego i, wydawac by sie moglo w XXI wieku egzotycznego, powodu - rosna nam kolejne pokolenia analabetow. nie mam ideologicznego podejscia do lektury. ot, wedle wlasnych, absolunie subiektywnych kryteriow, dziele ksiazki na swietne, dobre i badziewie. i rzadko ma to przelozenie na znaczenie nazwisk na okladkach. nie mam nawet nic przeciwko pop-literzaturze. ale skreca mnie kiedy slysze jak ktos z duma (a na Wyspach zdarza sie to wyjatkowo czesto) mowi, ze W ZYCIU nie przeczytal zadnej ksiazki.

w swojej naiwnosci mysle, ze moze jest to spowodowane banalnym faktem nieobecnosci slowa drukowanego "pod strzecha". no bo albo drogie to-to, albo trzeba isc do biblioteki, albo ksiegarnia zupelnie nie po drodze...

jak rozwiazac ten problem? tego nie wie nikt, ale zawsze mozna próbowac. tak, jak Brazylijczyk Fábio Bueno Netto. wpadl on na rewolucyjny (miejmy nadzieje, ze okaze sie tez rewelacyjny) pomysl sprzedawania ksiazek... z automatów. przerobil lekko mechanizmy maszyn do dystrybucji kanapek i innych przekasek, wylozyl troche grosza i ustawil nowe automaty na stacjach metra Rio de Janeiro i Sao Paulo.

projekt pod nazwa "24X7 Cultural" uzyskal poparcie lokalnych wladz odpowiedzialnych za kulture i ma szanse na dalsza ekspansje. w automatach podpisanych "Livros" mozna znalezc zarowno klasyków, lektury szkolne, nowosci, jak i poradniki (np obslugi Excela;-). cena, srednio 5 reali za sztuke (okolo 7 zlotych), nie wydaje sie byc wygorowana, ale pomnozona przez pietnascie tysiecy (bo tyle ksiazek miesiecznie "wypada" z 20, jak na razie, automatów) daje calkiem przyzwoity zysk.

Fábio jest zainteresowany ekspansja pomyslu, wiec jesli ktos chcialby postawic taka maszyne gdzies w Polsce, na stronie projektu mozna znalezc informacje dotyczace dzierzawy:-)

piątek, 02 maja 2008, zfiesz

Polecane wpisy

  • Sahib vs. Sakib*

    Od zawsze zastanawiam się nad fenomenem bałkańskiego poczucia humoru, a uściśląjac czarnego humoru. Takiego nagromadzenia ironii, sarkazmu i nadzwyczajnego absu

  • raju nie ma, a pieklo jest na ziemi...

    troche z lenistwa, a troche "ze stanu ducha"... "Zwatpilem w istnienie Boga, ale nie watpie nawet przez chwile, ze jeszcze nikomu nie zaszkodzilo

  • skonczyc jak gówno...

    na dobranoc jeszcze maly cytacik znaleziony przypadkiem w notatkach (btw, dowiedzialem sie ostatnio, ze jestem dziwakiem, bo robie notatki z ksiazek. hmmm...;-)

Komentarze
Gość: nova, *.magma-net.pl
2008/05/05 00:48:00
Pomysł ma przedni. Niestety w naszym kraju nie do zainplantowania:( Dlaczego? -powszechny brak w naszych miastach METRA;)
Na poważnie, mieszkając parę lat w Paryżu, z fascynacją przypatrywałam się czytającym książki paryżanom w trakcie jazdy właśnie tym środkiem lokomocji. Książka obok biletu stanowiła nieodzowny ekwipunek, który z jednej strony niewątpliwie uprzyjemniał i skracał podróż między stacjami, natomiast z drugiej, stanowił klasyczny atrybut pędu do intelektualnego rozwoju. Najmniej książek pojawiało się w pólnocnych stacjach paryskiego metra.
Wracając z wakacji z kraju, przywoziłam kilogramy książek. Z dumą mogę powiedzieć, że szerzyłąm tam kaganek oświaty;) i ze swoją "biblioteką" stanowiłam konkurencję dla tamtejszego kościołą polskiego, ponieważ w godzinach niedzielnych mszy, wielu moich znajmomych odwiedzało moją "bibliotekę" rezygnując z niedzielnych spowiedzi.
Cholera - chyba wyszło, że namawiałam do grzechu;) Ale czy czytanie książek to grzech?. Jeżeli tak to Ty zfierz jak i ja jesteśmy grzesznikami:)
Pozdrawiam
-
j_u
2008/05/05 13:10:59
Ależ to jest świetny pomysł! Ileż razy zdarza mi się zapomnieć o wzięciu jakiegoś czytadła do kolejki, fryzjera, autobusu, do samotnego lunchu. Jak jestem blisko uniwersyteckiej księgarni, to kupuję sobie wówczas jedną z książek za dwa funty z wydawnictwa Penguina, ale takie automaty też by się przydały!

Boskie :-)
-
2008/05/06 10:10:44
co do pomysłu, to faktycznie może on nie wypalić... choć było by to naprawdę oryginalnego ale jeszcze bardziej porażające jest to, że moda weszła już parę lat temu do Polski ....znam wielu, którzy z dumą mówią...NIE PRZECZYTAŁEM...NIE LUBIĘ CZYTAĆ....itp.... a ciekawe, co robią te osoby przed komputerem jeśli oprócz wizualnej strony tego środka przekazu, polega ono na czytaniu...i KTO TU NICZEGO NIE PRZECZYTAŁ...I KTO NIE LUBI CZYTAĆ??
-
zfiesz
2008/05/08 13:27:46
@nova: u nas niestety zwyczaj czytania w jakichkolwiek srodkach transportu publicznego jest postrzegany raczej jako dziwactwo. przez kilka lat dojezdzajac do pracy (prawie) zawsze cos tam poczytywalem. ze zwyklej nudy. bo ile razy mozna ogladac ten sam widok za oknem i gapic sie na te same panny;-) ale troche ze smutkiem, stwierdzam, ze bylem ewenementem. no bywal jeszcze Pan Senator. ale ten, cholera, czytal tylko do momentu gdy mne zauwazyl... i pozniej musialem sie meczyc w dyskusjach o blizniakach;-) (a jeszcze nie byli u wladzy;-)

no i, nie chwalac sie, tu na Wyspach, ja tez z kagankiem maszeruje:-) przeraza mnie tylko mysl, ze kiedys wpadne na pomysl powrotu do Polski i calych oszczenosci starczy mi jedynie na wynajecie tira, ktory te cala biblioteke przetransportuje:-)

@ju: nawet mi przez mysl nie przechodzi wybrac sie z domu bez czegos do czytania w plecaku. tak... na wszelki wypadek;-)

@kaska: a ty jak zwykle jak cos zamieszasz, to tylko sie domyslac, "co poeta mial na mysli"! za duzo rosyjskich klasykow!:-) poczytaj cos lzejszego. moze i tobie pioro lekko zlagodnieje;-)
-
j_u
2008/05/08 15:06:28
Ja jestem potwornie roztrzepana, dobrze, jak buty pamietam, zeby zalozyc ;-)

-
Gość: nova, *.magma-net.pl
2008/05/08 23:40:27
Ja zwoziłam swój dobytek z 7 letniego pobytu w vielle ville
Paris przez 7 miesięcy. Znalazłam na to kobiecy sposób - uwiodlam;) właściciela biura turystycznego, który miał 2 razy w tygodniu kursy z turystami do Paryża i przewoził mi moje "mienie przesiedleńcze" za gratos tymi swoimi vintage buses.
Dobra rada - zrób to samo, i wracaj do nas. Tu też może być wspaniale. Ja nie żałuję, że wróciłam na "stare śmieci"- tu jestem jak nova;) :) c'est une autre affaire!
-
2008/05/12 14:53:39
Zwierz obiecuje że piórko mi złogodnieje, że będę pisać prościej, jaśniej i na temat....no niech no tylko wyjde z symbolizmu i ruskich truposzy:) polecam wszystkim usypiacza- tzn życie i twórczość Mariny Cwietajewej- fascynująca opowieść o życiu osoby potrzebującej ponad wszystko miłości......