P o d r ó ż e . . . . . te samolotami, autobusami, samochodami... i te w codziennym życiu... no i, oczywiście, podróże literackie, filmowe i muzyczne...
Blog > Komentarze do wpisu
Sahib vs. Sakib*


Od zawsze zastanawiam się nad fenomenem bałkańskiego poczucia humoru, a uściśląjac czarnego humoru. Takiego nagromadzenia ironii, sarkazmu i nadzwyczajnego absurdu w jednym miejscu nie ma nigdzie. Tego jestem pewny. Długo szukać nie trzeba, ale gdyby ktoś akurat nie mógł sobie przypomnieć o czym mówie... Emir Kusturica & No Smoking Orchestra Bubamara z filmu Czarny kot, biały kot...



Ale nie o Kustricy, ani nie o filmie w ogóle dziś chcialem. Bałkany to jedyny kawałek Europy, który co jakiś czas "odwiedzam" w swoich poszukiwaniach filmowo-muzyczno-literackich. Ostatnio wybrałem się na "wycieczek" do Sarajewa...

"Sahib: Impresje z depresji", druga wydana w Polsce powieść Nenada Veličkovića, to dość niezwykła, bo ujęta w formie kilkudziesięciu mejli, relacja ze stolicy podnoszącej się po wojnie Bośni i Hercegowiny. Ich autor, nazywający siebie Sahibem, jest pracownikiem jednej z wielu organizacji pozarządowych, które masowo ruszyły "pomagać" nowo utworzonemu państwu. Wydawać by się mogło, że listy pełne bedą interesujących analiz i spostrzeżeń dokumentujących, jakby nie było, wydarzenie niecodzienne.

W rzeczywistości to opis nieudolności, ignorancji, arogancji, zadufania, zarozumialstwa... tę litanie możnaby ciągnać jeszcze długo... zarówno wszelkich organizacji, jak i ich pracowników. Sahib, angielski gej, w zasadzie nie potrafi nic. Jego jedynym atutem, predestynujacym go do pracy za duże pieniądze, jest... brytyjski paszport. Do czego sam zresztą często się przyznaje. Konketne zadania wykonują za niego głównie młodsi, bądź miejscowi asystenci. On sam zajmuje się plotkowaniem, organizacją "barbekju" i uświadamianiem swojego kierowcy - Sakiba... przed wojną profesora uniwersyteckiego - gdzie jest jego miejsce:

Sakib mówi, że niemoralne jest (...), by ci, którzy w czasie wojny sprzedawali broń, teraz zarabiali na jej niszczeniu. To dobry kierowca, ale kiepski rozmówca. [s. 36]

Nieustannie się dziwię, widząc, że miejscowi uważają nas za równych sobie. Minie jeszcze dużo czasu, zanim do nich dotrze, że nie trzeba być czarnym, żeby być niewolnikiem.
Czasami mam ochote powiedzieć Sakibowi, że fakt, iż trzyma kierownicę zamiast lejcy, nie znaczy, że ze sługi stał się panem.
Wczoraj przez pół godziny przekonywał mnie, że amerykański naukowiec Nikola Tesla urodził się na Bałkanach.
Inkredibl. [s. 103]


To, rzecz jasna, tylko namiastka. Cała książka pełna jest tego typu "głębokich przemyśleń" i "refleksji". Nie da się ukryć, że Veličković nie należy do zwolenników "międzynarodowej pomocy". Jako Jugosłowianin (bo za takiego się nadal uważa, mimo że urodził się w Sarajewie) obwinia świat o nieudolną reakcję na wojny bałkańskie jak i powierzchowne i niekompetentne próby naprawiania sytuacji. Ale nie jest to głos w stylu "dajcie nam więcej". O nie... Wszystko o co prosi autor "Sahiba" to rozsądek i zrozumienie.

A prosi w bardzo słodko-gorzki sposób. Czytając te książke można się naprawdę uśmiać. W zasadzie sto-osiemdziesiąt-kilka stron to jedna wielka ironia. Dopiero kiedy zastanowimy się, że rzeczywiście, ludzie tacy jak Sahib mogą decydować o losie narodów, przychodzi gorzka refleksja. Pytanie tylko, czy jesteśmy w stanie cokolwiek z tym zrobić?

Powieść Veličkovića, w doskonały sposób oddaje też stan duch "człowieka Zachodu". Sahib nie przyjeżdża pomagać, tylko bogacić się, zbierać "kwity" do CV, bawić się w zamkniętym towarzystwie sobie podobnych, czasem załatwić podobną pracę komuś z rodziny lub znajomych, a kończąc misje kupić pamiątki i z podniesioną głową i dumą z dobrze wypełnionego obowiązku wrócić do domu...

Otworzyli nowy souvenir-shop. Sprzedają w nim pociski.
Pociski z tego targu, na którym zginęło siedemdziesiąt osób (pamiętasz, oglądaliśmy to razem, kiedy wróciliśmy ze squasha), odłamek pocisku, który zabił siedemnaścioro ludzi w kolejce po chleb (...).
Wyobraź sobie kolekcje: pociski, które zabiły dziennikarzy, pociski tego samego typu, kule snajpera z tego skrzyżowania...
Pocisk wielkości ziarna ryżu droższy jest od pocisku dużego kalibru, bo ma pedigree, rodowód. Wiadomo, kto go przechował, kto przyniósł do sklepu i, co najważniejsze, jak został znaleziony. Ten mały, bardzo drogi, zabił dziecko.
(...) Chciałem Ci kupić jeden nieoszlifowany. Nie po to, by zaoszczędzić, tylko dlatego, że jego historia jest naprawdę fantastyczna. I dopiero wtedy Sakib powiedział mi, że to nie jest żaden souvenir-shop, tylko performans jego przyjaciela artysty.
(...) Jeszcze trzy godziny i ten pierdolony kraj więcej mnie nie zobaczy.
I za każdym razem, kiedy ktos o nim choćby napomknie, przypomnę sobie, że nasze dzieci też będą żyć z procentów od kredytów, które w trakcie mojego mandatu wcisnąłem tubylcom. [s.174-176]


Refleksja? Niech za jej podkład muzyczny posłuży Tango Apocalypso Boris'a Kovac'a & Ladaaba Orchest...

[jesli video nie zadziała, przejdź na stronę YouTube]

-------------
*Sakib - muzułmańskie imię męskie; w języku potocznym słowo to pisane małą literą znaczy tyle, co towar wysłuzony, zużyty, niewiele warty.
Sahib - pan, gospodarz.

środa, 09 lipca 2008, zfiesz

Polecane wpisy

  • ksiazka z automatu do kanapek...

    [nie lubie zapozyczac od- i cytowac innych blogowiczów, ale tym razem nie moglem sie powstrzymac. nie linkuje bo interesujaca mnie sprawa to tylko fragment wiek

  • raju nie ma, a pieklo jest na ziemi...

    troche z lenistwa, a troche "ze stanu ducha"... "Zwatpilem w istnienie Boga, ale nie watpie nawet przez chwile, ze jeszcze nikomu nie zaszkodzilo

  • skonczyc jak gówno...

    na dobranoc jeszcze maly cytacik znaleziony przypadkiem w notatkach (btw, dowiedzialem sie ostatnio, ze jestem dziwakiem, bo robie notatki z ksiazek. hmmm...;-)