P o d r ó ż e . . . . . te samolotami, autobusami, samochodami... i te w codziennym życiu... no i, oczywiście, podróże literackie, filmowe i muzyczne...
Kategorie: Wszystkie | Kino | Ksiazka | Kuba | Malta | Maroko | Meksyk | Muzyka | Podcasty | Stechlizna | Tierra caliente | Turcja | Zlewy
RSS
niedziela, 03 lutego 2008
Akta w sprawie numer 1780/93-05

"(...) 8 maja 1994 roku. Trzysta metrów od autostrady (...), znaleziono cialo okolo dziesiecioletniej brunetki o malym nosku, waskich ustach, drobnej twarzy. (...) Cialo nosi slady przemocy
(...). (...) przyczyna smierci bylo uduszenie (...)." [s. 19]

"Brenda Berenice miala piec lat, jest najmlodsza "umarla z Juárez". (...) Zgwalcono ja, a potem zasztyletowano." [s. 21]

"(...) Przed smiercia zostala zgwalcona i byla torturowana. Sekcja zwlok wykazala, ze zabójca lub zabójcy wyrwali jej lewa piers i prawy sutek." [s. 23]

"17 maja, zaledwie czterdziesci osiem godzin po znalezieniu zwlok siedmioletniej Aris Estrelli Enríquez Pando, dziesiecioletnia Anahí Orozco Lorenzo zostala zgwalcona, uduszona i podpalona. Mala Aris zaginela 2 maja. Przed smiercia zostala zgwalcona przez conajmniej dwóch sprawców, zadano jej wiele ciosów nozem, a potem jej cialo zalano betonem." [s. 39]

"6 pazdziernika 1998 roku (...), odnalezione zostaly zwloki bestialsko zamordowanej dwudziestoletniej dziewczyny. Ofiare zgwalcono, a nastepnie ukamienowano. Zabójcy takze wielokrotnie miazdzyli jej cialo, najezdzajac na nie samochodem." [s. 147]

Dosc? A co jesli takich opisów jest jeszcze kilkaset? I to w kartotekach komisariatów jednego tylko miasta - Ciudad Juárez na granicy meksykansko-amerykanskiej.

Sprawa niemal masowych morderstw kobiet w tym meksykanskim miescie nie jest nowa. Napisano o niej setki artykulów i kilka ksiazek, nakrecono dziesiatki dokumentów, nagrano pare piosenek, powstala nawet telenowela. Ba! W Polsce tez, kilka lat temu, (bodajze) TVN zrobil na jej podstawie serial dokumentalny.

Od 1993 roku (tytul notki to sygnatura jednej z pierwszych spraw tzw. "umarlych z Juárez") w mniej lub bardziej niewyjasnionych okolicznosciach gina tam mlode kobiety. Oficjalne statystyki mówia o okolo pieciuset zamordowanych. Nieoficjalne, które obejmuja równiez nierozwiazane sprawy zaginiec, podaja nawet szokujaca liczbe blisko pieciu tysiecy!!!

Rzecz jednak nie w makabrycznych opisach i liczbach, ale w braku wyjasnien i rozwiazania wciaz istniejacego problemu.

Wlasnie przeczytalem "Miasto morderca kobiet". Kronike/reportaz podsumowujacy trzynascie lat tragedii, autorstwa Marc'a Fernandez'a i Jean-Christope'a Rampal'a. Jak wspomnialem, o "umarlych z Juárez" napisano i powiedziano juz bardzo wiele. Ta ksiazka, nie jest jednak kolejna z wielu. Jest wyjatkowa. Francuscy dziennikarze spedzili w Juárez wiele miesiecy, starajac sie zbadac wszelkie aspekty kobietobójstwa. Od tych najbardziej fanastycznych, po "zwykla" przemoc domowa. Co istotne, nie wydaja wyroków. Poza oczywistym wytykaniem bledów organom sledczym, nie znajdziemy tu oskarzen i jawnych pomówien. Autorzy rozmawiali zarowno z rodzinami zamordowanych, przedstawicielami organizacji pozarzadowych, wladzami federalnymi, stanowymi i miejskimi, jak i z oficjalnie skazanymi za czesc zbrodni. Czesto, ryzykujac zycie (to nie przesada), docierali do skorumpowanych policjantów i polityków, zadajac przy okazji najbardziej bezczelne pytania.

Wnioski plynace z ksiazki sa dosc oczywiste:

"Brutalni mezowie, przestepcy seksualni mieszkajacy po drugiej stronie granicy, skorumpowana policja, seryjni mordercy, handlarze narkotykow, a takze setki fabryk marnie oplacajacych swoje pracownice, które z trudem wiaza koniec z koncem, niewielka liczba szkól i szpitali, kiepska infrastruktura (na jedna szkole przypada az dziesiec barów) - przyczyny kobietobójstwa maja charakter strukturalny." [s. 204]

Jesli raporty z sekcji zwlok ofiar sa przerazajace, co mozna powiedziec o stanowisku lokalnych wladz? Arturo González Rascón - minister sprawiedliwosci stanu Chihuahua w 1999 roku:

"Pewne kobiety, które z uwagi na warunki w jakich zyja, i miejsca, w jakich przebywaja, sa wystawione na niebezpieczenstwo. Bo trudno nie zmoknac, gdy wychodzi sie na ulice w czasie deszczu". [s. 29]

Ale nie chodzi tylko o seksistowskie i dyskryminujace ubogie kobiety oficjalne stanowiska. Jak rozwiazac... czy raczej KTO ma rozwiazac sprawe jesli policja falszuje dowody, torturami wymusza zeznania na "kozlach ofiarnych", a niewygodnych swiadków "eliminuje" sam komendant? Problem jest zlozony. Z jednej strony korupcja i bezkarnosc morderców, z drugiej konflikty kompetencyjne uniemozliwiajace zewnetrznym sledczym zaangazowanie sie w sprawe. Nadzieje na zmiany pojawily sie wraz z przelamaniem monopolu rzadzacej Meksykiem przez z góra siedemdziesiat lat PRI i objeciem urzedu prezydenta przez Vincente Foxa. Niestety i on, zmuszony postepowac zgodnie z konstytucja, nie byl w stanie wiele zdzialac.

Masakra kobiet w Ciudad Juárez trwa, a haslo "Ani jednej zamordowanej wiecej!" pozostaje wciaz tylko pustym sloganem. Jak dlugo? Tego chyba nie wie nikt...

****

Suplement multimedialny;-)

Wzbudzajaca wiele kontrowersji piosenka supergrupy Los Tigres del Norte Las mujeres de Juárez...

Los Tigres del Norte - Las mujeres de Juarez

[kliknij na glosnik, aby przejsc do strony z piosenka]

ponizajaca i uwlaczajaca
nietykalna bezkarnosc.
kosci na pustyni
glosza okrutna prawde:
umarle z Juárez
to nasza narodowa hanba...

Moze nie powalajacy, ale ciekawostka... Bordertown... Dosc sensacyjne spojrzenie na sprawe "umarlych z Juárez"...

I jeszcze dwa filmy, ktore pozornie nie maja nic wspolnego z tematem.

Traffic... czyli jak dzialaja meksykanskie kartele narkotykowe...

Man on fire... calkiem niezly przyklad na korupcje i degeneracje meksykanskiej policji. Organizacja wzorowana na La Hermandad, pod nazwa La Linea (Granica) dziala w Ciudad Juárez...

piątek, 01 lutego 2008
skonczyc jak gówno...

na dobranoc jeszcze maly cytacik znaleziony przypadkiem w notatkach (btw, dowiedzialem sie ostatnio, ze jestem dziwakiem, bo robie notatki z ksiazek. hmmm...;-)


"(...) miara czlowieka niekoniecznie jest sukces, tylko wielkosc jego marzen. Wiecej warta jest porazka, kiedy próbujemy stworzyc cos o imponujacych rozmiarach, niz triumf, gdy osiagamy cos ponizej naszych mozliwosci."

innymi slowy:

"Jesli chcesz skonczyc jak gówno, postaraj sie byc wielkim gównem."

Edmundo Paz Soldán, Smierc na ulicy Unzueta, muchaniesiada.com, Kraków 2006, s. 72.

i z takim optymistycznym nastawieniem klade sie spac. o 4:25 wstaje do pracy:-(
!Viva la Vida!


"Mam nadzieje, ze smierc jest radosna i ze nigdy tu nie powróce"

[Frida Kahlo]

Obejrzalem wczoraj wieczorem. Juz chyba po raz trzydziesty ósmy. I po raz trzydziesty ósmy uronilem kilka lez;-) Szybko sie wzruszam...

Pisac o filmie nie ma wiekszego sensu. Frida to dzielo znane, uznane i obsypane peanami w najrózniejszych periodykach (nie wylaczajac prasy bardzo kobiecej).

Moze tylko kilka slów na temat watków drugoplanowych... Swietnie napsana (i równie dobrze zagrana przez Alfreda Moline) rola Diego Rivery. Co wazne, pokazany jest nie tylko jako wyjatkowy artysta, ale i jako dzialacz polityczny. W tym samym kontekscie... Ciekawie i obrazowo zaprezentowany jest konflikt miedzy Rivera i Davidem Alfaro Siqueirosem (Antonio Banderas). Do tego Tina Modotti (Ashley Judd), jedna z wybitniejszych fotografów w spódnicy i mamy (prawie) caly przekrój rewolucyjno-artystycznego pólswiatka Meksyku pierwszej polowy ubieglego wieku. Nie mozna oczywiscie nie wspomniec o meksykanskim epizodzie w zyciu Lwa Trockiego (Geoffrey Rush), który pokazano w tak naturalny i niewinny sposób, ze niemal zapominamy kim ów jegomosc byl.

Oprócz obsady, doskonalego scenariusza i jeszcze lepszej realizacji, na pochwale zasluguje montaz (z rewelacyjnymi animowanymi wstawkami w drwiaco-makabrycznym stylu José Gadalupe Posady i "ozywienia" obrazów Fridy Kahlo) i doskonala sciezka dzwiekowa, za ktora odpowiedzialny jest Elliot Goldenthal (w tym miejscu nie mozna nie zaznaczyc obecnosci genialnych glosów meksykanskich - Chaveli Vargas i Lili Downs).

Reasumujac... Za miesiac pewnie znów obejrze, znów bede sie wzruszal i znów bede podziwial.


Zwierz z Rivera w tle (Palacio Nacional, Ciudad de México)


Casa Azul. To tu spedzili czesc swojego burzliwego zycia (Coyoacan, Ciudad de México)

wtorek, 29 stycznia 2008
ost... [3]


...czyli wlasnie slucham.

Chociaz nie tak do konca. Podwójnie nie-do-konca. Po pierwsze wlasnie zaliczylem cztery nocki w pracy i nie bardzo chcialo mi sie w tym czasie pisac. A druga sprawa... kiedy zabralem sie w koncu do pisania (czyli przestalem katowac YouTube w poszukiwaniu jakichs olsniewajacych nowosci) - odcielo mi net. Kwestia przyzwyczajenia, choc nieco irytujaca. I pomyslec, ze wszystko daloby sie zalatwic jednym telefonem do Pana/Pani z Indii lub Pakistanu pracujacego w serwisie BT;-)

Coz takiego zajmowalo przez te kilka dni moje umeczone fabrycznym halasem uszy? Hmmm... Od poczatku...

Kilka dni temu, spod grubej warstwy kurzu wygrzabalem jakies plyty i po odpaleniu ze zdziwieniem stwierdzilem, ze rozpoznaje mowe ojczysta:-) Sposród kilku albumów (m.in. Historia Dezertera, pierwsza plytka happysad, Wu-Wei Banacha, Part One Indios Bravos) najdluzej nie moglem wylaczyc Masali, a "repeat one" jaks tak sam ustawil sie na tym numerze... XXI wiek... cover Dezertera, z goscinnym udzialem Kapeli ze Wsi Warszawa...

Jak juz zapewne wszyscy czytelnicy wiedza, moja praca polega glównie na czytaniu róznego rodzaju druków. Te monotonie czasem tylko przerywa koniecznosc przestawienia czegos w maszynie, lub zajecie sie tym, co wlasnie z siebie wyrzucila:-) No i czytajac tak w pocie czola, jakiegos "CKMa", tudziez inne "meskie" czasopismo, natknalem sie na recenzje nowej plyty Gentlemana. Zaniedbalem ostatnio strony muzyczne i nawet nie wiedzialem, ze zdecydowanie najlepszy dzis reggae-muzyk cos wydal. A niemal szoku doznalem dowiadujac sie, ze plytke promuja juz dwa single. Ten lepszy nosi tytul Serenity...

Narazie rozkoszuje sie wersja piracka, ale przy najblizszej nadarzajacej sie okazji nie omieszkam dofinansowac Niemieckiego Rastamana.

Z jak najbardziej oryginalnej plyty, w dodatku w specjalnej, przygrywa mi od kilku dni Melendi. Krazek Mientras no cueste más trabajo, to kolejna po Con otro aire Chambao pamiatka z madryckiego lotniska Barajas. Niegrzeczne dziecko flamenco, jak roboczo go sobie nazwalem, nie zachwycil mnie od razu. "Poznalem" troche ponad rok temu, przy okazji okresowego przegladu latynoskich i hiszpanskich list przebojów. Teraz wlaczylem raczej dla przypomnienia i... enerdzajzerem poznych poranków zostal numer pierwszy na plycie Kisiera yo saber...

Pisownia, choc bledna, jest jak najbardziej zgodna z oryginalem:-) Zreszta wymowa kolegi Madrileño, tez pozostawia wiele do zyczenia... Mój ulubiony fragment "cada ve ketetraño", który w zasadzie (ale nie zebym sie czepial:-) powinien brzmiec "cada vez que te extraño", niech bedzie najlepsza wymówka dlaczego jeszcze nie pojalem hiszpanskiego. Bo wez tu badz madry!!!;-)

Otra cancionita... Znaleziona w zasadzie przypadkiem i przed chwila. Nie zmiania to jednak faktu, ze rewelacyjna. Lila Downs - amerykansko-meksykanska gwiazda muzyki (okolo)etnicznej - w utworze La iguana. W wresji plytowej nie zachwyca. Tu, zdecydowanie rozszerzona i calkiem ladnie oprawiona obrazkami, warta zapamietania. Ogony w góre! Arriba iguana!

Na koniec jeszcze szybka wycieczka do Afryki. Dokadnie do Dakaru w Senegalu. Amadou & Mariam w niesamowicie pogodnej piosence Sénégal fast food, z goscinnym udzialem Manu Chao (ktory, nota bene, spedza w senegalskiej stolicy dosc duzo czasu). Klimacik muzyczny nie do konca oddaje jednak tresc utworu. Z fragmentu wywiadu z Amadou (bo jakos, cholera, nie wchodza mi senegalskie narzecza;-), wiem ze, opowiada on o problemach emigrantów, borykajacych sie z wladzami, policja, ale przede wszystkim z samotnoscia, wyobcowaniem i tesknota za bliskimi. Tytulowy fast food odnosi sie w tym kontekscie do mitów latwego i dostatniego zycia, jakimi zywia sie kandydaci na przyszlych nielegalnych imigrantów w Paryzu, Madrycie, Rzymie czy Londynie.

...i tym emigranckim akcentem sie zegnam. Ciag dalszy oczywiscie nastapi:-)

poniedziałek, 28 stycznia 2008
niebezpiecznie blekitne oczy...[2]


O co chodzi
pisalem kilka notek temu. Po odlozeniu ksiazki na parapet moge stwierdzi tylko jedno... REWELACJA!!! W zasadzie mozna ja traktowac jak kolejna powiesc Marqueza.

Wbrew wczesniejszym obawom, zadnych natretnych politycznych i ideologicznch wstawek w niej nie znalazlem. Te które sa, ograniczaja sie glównie do komentowania sytuacji w Kolumbii i wypowiada je raczej dziennikarz/obserwator niz znany lewak.

Calosc to po prostu doskonala literatura... Na dowód kilka bardzo subiektywnych "kwiatków":

- jeszcze o Bogocie (samotnosci i przyjaciolach):

"W niedzielne popoludnia, kiedy sala koncertowa byla nieczynna, moja najbardziej pozyteczna rozrywka byla jazda tramwajami o niebieskich szybach, kursujacymi za piec centavos bez przerwy miedzy placem Bolivara a aleja Chile; spedzalem w nich owe popoludnia doroslosci, które zdawaly sie ciagnac za soba niekonczacy sie ogon kolejnych traconych niedziel. Jedynym moim zajeciem w czasie tych podrózy w bledne kólko byla lektura wierszy - tak mniej wiecej strofa co przecznice, póki w nieustajacej mzawce nie zapalaly sie pierwsze swiatla. Wówczas ruszalem na obchód milczacych kawiarni starej czesci miasta w poszukiwaniu kogos, kto zlitowalby sie i pogadal ze mna na temat wierszy, których lekture wlasnie skonczylem. Czasami znalazl sie ktos taki - zawsze mezczyzna - i przesiadywalismy do póznych godzin nocnych w jakiejs zapadlej norze, dopalajac pety wlasnych papierosow i rozprawiajac o poezji, gdy tymczasem w pozostalej czesci swiata ludzkosc oddawala sie milosci." [s. 225]

"(...) w tym miescie o drzwiach zamknietych, gdzie nic nie bylo latwe, a juz najmniej - przezycie bez milosci niedzielnych popoludni." [s. 225]

"(...) najbardziej niemile wspomnienia mego zycia wiaza sie z posepnymi burdelami na przedmiesciach Bogoty, gdzie chadzalismy zakonczyc nasze ponure pijatyki." [s. 236]

"Kiedy po czterech latach wrocilem [do Bogoty], po <El Molino> zostaly zgliszcza, a mistrz przeniósl sie z cala swita przyjaciól do kawiarni <El Automático>, gdzie zaprzyjaznilismy sie przy ksiazkach i wódce, i gdzie nauczyl mnie przesówac pionki na szachownicy, nie liczac na sztuczki i lut szczescia." [s. 222]

- o moralnosci;-) :

"(...) kradziez ksiazek to przestepstwo, ale nie grzech." [s. 231]

- o narastajacej brutalizacji zycia w Kolumbii:

"Najposepniejszy wyraz stanu ducha kraju ujrzeli w ów weekend widzownie corridy w Bogocie: siedzacy najblizej areny rzucili sie na nia, oburzeni potulnoscia byka i nieudolnoscia toreadora, który nie potrafil zabic zwierzecia. Podniecony tlum rozszarpal zwierze na kawalki." [s. 242]

- o Cartagena de Indias (genialne [!!!] opisy miasta na stronach 264-265 i 267-268):

"(...) musialo pozostac w tym miescie cos z boskiego wdzieku, bo wystarczylo bym wkroczyl w jego mury i ujrzal je w calej okazalosci w purpurowym swietle zmierzchu zapadajacego o szóstej po poludniu, zeby ogarnelo mnie silne uczucie, ze oto powtornie sie narodzilem." [s. 264]

"Usiadlem (...) w fotelu godnym arcybiskupa, malowanym w wielkie kwiaty, który spadl mi doslownie jak z nieba po calym dniu spedzonym w palacym sloncu na dachu ciazarówki mojego nieszczescia." [s. 267]

"Byl to konny pomnik Simona Bolivara - ni mniej, ni wiecej tylko samego generala Simona José Antonia de la Santisima Trinidad Bolivara y Palacios, bohatera, którego czcilem od czasu, gdy tak mi nakazal dziadek, ukazujacy go we wspanialym galowym mundurze i z glowa rzymskiego imperatora - obsrany przez golebie." [s. 269]

"Noc zrobila sie pogodna i chlodna, byla pelnia, a cisza zdawala sie niewidzialna substancja, która mozna oddychac jak powietrzem." [s. 270]

"Tak wiec w szescioosobowej celi, na macie przesiaknietej cudzym potem, przespalem moja pierwsza szczesliwa noc w Cartagenie." [s. 271]

- o Barranquila (rewelacyjny opis tamtejszych burdeli na na stronach 288-290:-):

"Nie przypominalo wcale miasta moich rodziców w pierwszych latach ich malzenstwa, miasta moich klopotów z matka ani miasta jezuickiego kolegium San José. Byla to moja pierwsza Barranquilla po doroslemu, czyli istny raj burdeli." [s. 288]

"Dom cnotliwych dziewczat, ktore uprawiaja nierzad z glodu." [s. 289]

"Kupilem sobie spodnie i pól tuzina koszul w tropikalne kwiaty i ptaki, które na jakis czas zapewnily mi cicha slawe okretowego pedala." [s. 325]

Opisy Cartagena de Indias i Barranquilli uwazam za najlepsze fragmenty ksiazki. Oba miasta chce koniecznie odwiedzic (byl plan, zeby zrobic to w tym roku, ale chwilowo sie "przelozyl";-) i Marquez tylko mnie w tym postanowieniu utwierdzil. Nie przytaczam ich w calosci, bo nawet w bardzo okrojonej wersji zajmowalyby zbyt wiele miejsca, ale... wymieklem... polamalo mi nadgarstki... cokolwiek. Chocby dla opisu przygód zwiazanych z tymi karaibskimi miastami warto siegnac po "Zycie jest opowiescia"!

- o przyszlej zonie:

"Zawsze byla wobec mnie wesola i uprzejma, ale miala magiczny talent dawania wymijajacych odpowiedzi, i to tak, ze nie dawalo sie niczego ustalic na pewno. Musialem to przyjac jako strategie bardziej litosciwa niz obojetnosc czy odrzucenie." [s. 328]

- o przygodach z dziennikarstwem:

"Tak mnie zdziwila wysokosc sumy, niezwykla, jak na czas i miejsce, ze nawet nie podziekowalem ani nic w ogólenie powiedzialem, tylko zasiadlem do pisania jeszcze dwóch tekstów, upojony wrazeniem, ze ziemia naprawde kreci sie wokól slonca." [s. 337]

"W owych czasach nie uczono zawodu [dziennikarstwa] na uniwersytetach, trzeba bylo mozolnie zglebiac jego tajniki w u zródel, w smrodzie atramentu i farby drukarskiej, a w "El Espectadorze" pracowali najlepsi nauczyciele, o dobrym sercu i twardej rece. Guillermo Cano [red. naczelny gazety, z nadania, slusznego skad inad, ojca] uczyl sie tam od podstaw, dokonujac wyczynów tak powaznych i wymagajacych erudycji, ze jego pierwsze powolanie wydawalo sie blizsze corridzie niz redakcji." [s. 369]

- o smierci:

"Wkroczyla uszczesliwiona, z otwartymi ramionami, i od progu krzyknela:
- Przyjezdzam sie pozegnac, bo juz wkrótce umre." [s. 342]

- o zazdrosci:

"(...) przez pierwsza noc ledwie wytrzymywalem z zazdrosci, gdyz moi sasiedzi kochali sie, jakby prowadzili uszczesliwiajaca wojne." [s. 366]

- o muzyce:

"(...) wszystko co brzmi, jest muzyka, nawet talerze i sztucce w zlewie, o ile tylko spelniaja zludna nadzieje, ze pokaza nam, któredy toczy sie zycie." [s. 388]

- "jak trwoga to do Boga":

"(...) a my trwamy tam jeszcze tylko dlatego, ze Pan Bóg nas zna." [s. 331]

"(...) po prostu jest tak, ze czasem nawet Pan Bóg musi stwarzac tygodnie trwajace dwa lata." [s. 413]

- o kilku znajomych:

"Wyglaszal wyklad, nie patrzac na nikogo, z tym nieobecnym spojrzeniem inteligentnych krótkowidzów, którzy zawsze sprawiaja wrazenie, ze przechadzaja sie po cudzych snach." [s. 230]

"(...) brzmienie jego glosu mialo hipnotyczna moc zaklinaczy wezy." [s. 230]

"(...) umarl w samotnosci, zwyciezony przez astme kleski (...)" [s. 239]

"Manuel, prócz tego, ze prowadzil charytatywna dzialanosc lekarska, byl pisarzem, dzialaczem politycznym i promotorem karaibskiej muzyki, lecz jego najwiekszym powolaniem bylo znalezc rozwiazanie problemow calego swiata." [s. 273]

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
Ameryka Lacinska:
Blogi:
Español:
Fora:
Latanie:
Muzycy i zespoly:
Muzyka:
Wyprawy i podroze:
Wytwornie:
XxxxxxxxxxxxxxX
Zwierz na podgladzie: