P o d r ó ż e . . . . . te samolotami, autobusami, samochodami... i te w codziennym życiu... no i, oczywiście, podróże literackie, filmowe i muzyczne...
czwartek, 15 maja 2008
ost... [4]


jak wszystko ostatnio, zaniedbalem tez muzyczna edukacje szanownych czytelniczek i czytelnikow. (tak na marginesie: chcialbym kiedys przynajmniej przez dluzszy czas nie byc zmuszony do uzywania slowa "zaniedbalem";-)

zaniedbanie to jednak tylko po czesci wynika z mojego lenistwa. wiosna zazwyczaj wracam do klasyki z lat mlodzienczych, ktora raczej nie wpisuje sie w stylistyke bloga:-) wczoraj np. meczylem jakies sepultury na zmiane z archiwalnymi nagraniami polskiego punkowego undergroundu.

ale nie samymi wspomnieniami czlowiek zyje. poszukujac wczoraj klipu do, niestety, opisujacego mnie pod pewnymi wzgledami numeru, odkrylem, ze [prawie]genialny Huecco dwa tygodnie temu wydal nowy album. ten Madrileno namieszal sporo poprzednia plyta. promujacy ja singiel Pa' mi Guerrera na dlugie tygodnie (o ile nie miesiace) zadomowil sie na listach przebojow od Madrytu po Buenos Aires. ciekawe to o tyle, ze nie proponuje milego i sympatycznego, tanecznego latino, a raczej cos, przed czym taki RMF na przyklad, bronilby sie wszystkimi konczynami. to kolejny dowod na to, jak wiele otwartosci brakuje naszym specom od playlist. (wiem, ze czepiam sie tego przy kazdym wpisie nt. latynoskiej muzyki, ale nie rozumiem dlaczego polskie media bronia sie przed, komercyjna skad inad, oryginalnoscia?)

nowe wydawnictwo Huecco nosi tytul Assalto, a promuje ja radosny utworek Reina de los angelotes...

przy okazji, przypadkowo jak to czesto bywa, znalazlem Matke Kreta;-) La madre del topo (pewnie idiomatycznie znaczy to cos innego niz doslownie, ale tego nie sprawdzalem) moze nie powalaja oryginalnoscia, ale utwor Mariposas trzeba uznac za udany. reszta plyty jest niestety irytujaco banalna (do posluchania jest tez Dentro de mi). niemniej, pierwszy singiel tego lata bedzie pewnie grany dosc czesto...

nowym wydawnictwem chwala sie tez niezniszczalni weterani z Maná. ubiegloroczna plyta Amar es combatir, zgodnie zreszta z oczekiwaniami, okazala sie wielkim sukcesem, wiec panowie z Guadalajary postanowili skorzystac na niej podwojnie wydajac koncertowke z trasy promujacej album. na krazku zatytulowanym Arde el cielo, oprocz znanych juz kawalków mozna znalezc dwa dotad niepublikowane: tytulowy Arde el cielo i zapowiadajacy plyte Si no te hubieras ido...

jakis czas temu pojawila sie tez nowa plyta moich ulubionych Chilangos z Café Tacuba zatytulowana Sino. jako wizytówke albumu, w swojej wiecznej oryginalnosci, wybrali osmiominutowy kawalek Volver a comenzar, ale do mnie zdecydowanie bardziej przemawia Esta vez...

cdn...

wtorek, 29 stycznia 2008
ost... [3]


...czyli wlasnie slucham.

Chociaz nie tak do konca. Podwójnie nie-do-konca. Po pierwsze wlasnie zaliczylem cztery nocki w pracy i nie bardzo chcialo mi sie w tym czasie pisac. A druga sprawa... kiedy zabralem sie w koncu do pisania (czyli przestalem katowac YouTube w poszukiwaniu jakichs olsniewajacych nowosci) - odcielo mi net. Kwestia przyzwyczajenia, choc nieco irytujaca. I pomyslec, ze wszystko daloby sie zalatwic jednym telefonem do Pana/Pani z Indii lub Pakistanu pracujacego w serwisie BT;-)

Coz takiego zajmowalo przez te kilka dni moje umeczone fabrycznym halasem uszy? Hmmm... Od poczatku...

Kilka dni temu, spod grubej warstwy kurzu wygrzabalem jakies plyty i po odpaleniu ze zdziwieniem stwierdzilem, ze rozpoznaje mowe ojczysta:-) Sposród kilku albumów (m.in. Historia Dezertera, pierwsza plytka happysad, Wu-Wei Banacha, Part One Indios Bravos) najdluzej nie moglem wylaczyc Masali, a "repeat one" jaks tak sam ustawil sie na tym numerze... XXI wiek... cover Dezertera, z goscinnym udzialem Kapeli ze Wsi Warszawa...

Jak juz zapewne wszyscy czytelnicy wiedza, moja praca polega glównie na czytaniu róznego rodzaju druków. Te monotonie czasem tylko przerywa koniecznosc przestawienia czegos w maszynie, lub zajecie sie tym, co wlasnie z siebie wyrzucila:-) No i czytajac tak w pocie czola, jakiegos "CKMa", tudziez inne "meskie" czasopismo, natknalem sie na recenzje nowej plyty Gentlemana. Zaniedbalem ostatnio strony muzyczne i nawet nie wiedzialem, ze zdecydowanie najlepszy dzis reggae-muzyk cos wydal. A niemal szoku doznalem dowiadujac sie, ze plytke promuja juz dwa single. Ten lepszy nosi tytul Serenity...

Narazie rozkoszuje sie wersja piracka, ale przy najblizszej nadarzajacej sie okazji nie omieszkam dofinansowac Niemieckiego Rastamana.

Z jak najbardziej oryginalnej plyty, w dodatku w specjalnej, przygrywa mi od kilku dni Melendi. Krazek Mientras no cueste más trabajo, to kolejna po Con otro aire Chambao pamiatka z madryckiego lotniska Barajas. Niegrzeczne dziecko flamenco, jak roboczo go sobie nazwalem, nie zachwycil mnie od razu. "Poznalem" troche ponad rok temu, przy okazji okresowego przegladu latynoskich i hiszpanskich list przebojów. Teraz wlaczylem raczej dla przypomnienia i... enerdzajzerem poznych poranków zostal numer pierwszy na plycie Kisiera yo saber...

Pisownia, choc bledna, jest jak najbardziej zgodna z oryginalem:-) Zreszta wymowa kolegi Madrileño, tez pozostawia wiele do zyczenia... Mój ulubiony fragment "cada ve ketetraño", który w zasadzie (ale nie zebym sie czepial:-) powinien brzmiec "cada vez que te extraño", niech bedzie najlepsza wymówka dlaczego jeszcze nie pojalem hiszpanskiego. Bo wez tu badz madry!!!;-)

Otra cancionita... Znaleziona w zasadzie przypadkiem i przed chwila. Nie zmiania to jednak faktu, ze rewelacyjna. Lila Downs - amerykansko-meksykanska gwiazda muzyki (okolo)etnicznej - w utworze La iguana. W wresji plytowej nie zachwyca. Tu, zdecydowanie rozszerzona i calkiem ladnie oprawiona obrazkami, warta zapamietania. Ogony w góre! Arriba iguana!

Na koniec jeszcze szybka wycieczka do Afryki. Dokadnie do Dakaru w Senegalu. Amadou & Mariam w niesamowicie pogodnej piosence Sénégal fast food, z goscinnym udzialem Manu Chao (ktory, nota bene, spedza w senegalskiej stolicy dosc duzo czasu). Klimacik muzyczny nie do konca oddaje jednak tresc utworu. Z fragmentu wywiadu z Amadou (bo jakos, cholera, nie wchodza mi senegalskie narzecza;-), wiem ze, opowiada on o problemach emigrantów, borykajacych sie z wladzami, policja, ale przede wszystkim z samotnoscia, wyobcowaniem i tesknota za bliskimi. Tytulowy fast food odnosi sie w tym kontekscie do mitów latwego i dostatniego zycia, jakimi zywia sie kandydaci na przyszlych nielegalnych imigrantów w Paryzu, Madrycie, Rzymie czy Londynie.

...i tym emigranckim akcentem sie zegnam. Ciag dalszy oczywiscie nastapi:-)

czwartek, 24 stycznia 2008
ost... [2]

...czyli ciag dalszy mojej nieustajacej sciezki dzwiekowej.

Mialo byc zupelnie cos innego, ale tradycyjnie, zanim zabralem sie za robote musialem jeszcze sprawdzic szescdziesiat innych rzeczy (oczywiscie w wiekszosci absolutnie zbednych:-). I jedna z nich przyniosla bardzo... ale to bardzo bardzo... mily i zaskakujacy efekt... Jarabe de Palo con la Mari Dejame vivir...

Nie wiem czy te cudowna, obdarzona nieziemskim glosem istotke musze przedstawiac? OK. To La Mari, na codzien spiewajaca w Chambao. Dziewczyna nieczesto kolaboruje z innymi wykonawcami, ale jesli juz to robi, jak w tym numerze, robi to doskonale!

Inny przyklad? Kawalek juz prezentowany, ale przeszedl raczej bez echa (tylko na blogu, bo wszyscy, ktorzy slyszeli go u mnie lub ode mnie padali na kolana:-). Jak dla mnie duet dosc dziwny, bo sentyment do Rickiego Martina mam raczej umiarkowany. Jednak w tym wydaniu, malo ze nie przeszkadza, jest po prostu niezly... Tu recuerdo...

Smiem twierdzic, ze ten usmiech wywolalby syndrom miekkich kolan nawet u najwiekszego twardziela:-)

I kolejny przyklad... Tez juz kiedys wrzucony. Tym razem to La Mari otrzymala wsparcie od Bebe. Niemniej, duet ognisty! Przy okazji calkiem dobry przyklad na róznice w hiszpanskim z Hiszpanii - La Mari leniwie zjada literki, a Bebe sepleni... Olvidarme de ti...

A tak gwoli wyjasnienia. Szukalem kolejnych, po Papeles mojados, klipów do nowej plytki Chambao, o której jakis czas temu pisalem. Plyte, zgodnie z oczekiwaniami, udalo mi sie kupic na lotnisku w Madrycie w drodze powrotnej z Meksyku. Nie obylo sie jednak bez malych stresów.

Album ukazal sie kilka dni pozniej niz wstepnie zalozono - 16 a nie 12 listopada. Tego dnia lecialem do Meksyku. Liczylem, ze mimo póznej godziny (okolo 23), sklepy na Barajas beda jeszcze otwarte. No niestety, przeliczylem sie. W drodze powrotnej stres byl spowodowany sytuacja odwrotna - na madryckim lotnisku bylem troche po piatej rano, a samolot do Londynu mialem tuz po ósmej, wiec godzina, jak na otwieranie sklepów, dosc niewdzieczna. Na szczescie okazalo sie, ze Madrileños, prznajmniej ci pracujacy na lotnisku, nie sa az tak leniwi, jak ogólnie mozna by sadzic o Hiszpanach;-) Zakupy moglem zaczac juz o 6:30, ale pojawil sie kolejny problem. Jedyny (!!!) bankomat na terminalu obslugujacym polaczenia Madrytu z reszta Europy nie dzialal, mojej debetówki nie chcieli mi zaakceptowac (w Meksyku nie bylo z nia problemów) i musialem sie naprawde bardzo skupic, zeby przypomniec sobie pin do kredytówki, której w zyciu nie uzywalem. Najwazniejsze, ze sie udalo. Choc, przyznaje, bylem bliski histerii... a pinu i tak nie pamietam:-)

A plyta Con otoro aire? Calkiem niezla, choc trzeba sie przyzwyczaic. Przez inspiracje arabskie i pólnocnoafrykanskie odbiega nieco od dotychczasowego Chambao, ale nie brakuje jej niczego. Polecam!

Na koniec jeszcze mala prosba do tych czytelników, którzy wladaja mowa Cervantesa lepiej ode mnie (czyli wiekszosc;-). Czasownik dejar(se) od zawsze sprawial mi problemy. Czy ktos moze mi wyjasnic, a moze potwierdzic, ze tytul pierwszego kawalka to "pozwol mi zyc (po swojemu)"? I dalej, co znaczy, dosc czesto uzywane deja me caer? Nie siegam slownika, a nie bardzo chce mi sie wstawac;-)

sobota, 19 stycznia 2008
ost...

...czyli (aktualna) sciezka dzwiekowa.

bez gadania... mysle... ba! wiem, ze muzyk sam sie obroni. od kilku dni zagoscil na stale w odtwarzaczu - Rachid Taha. stara, dziesiecioletnia juz plytka Diwân. rewelacyjny kawalek pólnocnoafrykanskiego (nieco ambitniejszego) popu.

album otwiera numer Ya Rayah - cover utworu legendarnego algierskiego muzyka Dahmane el Harrachi...



a wszystko... tzn. moja ogromna sympatia do Rachida... zaczela sie od tego wysoce energetycznego kawalka... Barra Barra...



...nie mam nawet mglistego pojecia o czym mowa, ale musi to byc cos waznego. (ok... z komentarzy na tubie mniej wiecej wiem juz o co chodzi) zainteresowani znajda ten utwór na sciezce dzwiekowej do filmu Black Hawk Down.

p.s. wyrównalem do prawej, zeby bylo tak bardziej "po arabsku";-)
piątek, 11 stycznia 2008
stan ducha na dzis...


Yasmin Levy - La Alegría [Happiness]
[tytul wyjatkowo ironiczny]

...jak na zalaczonym obrazku. Czy raczej jak wyspiewane. Stad, wybaczcie, chwilowe zaniedbania.

Yo bebo y bebo y bebo... pa' olvidarte.
Y duermo y duermo y duermo... pa' no pensar.

¡MALDITO MUNDO!

Vivir para pagar por el pecado de amarte.

¡MALDITA TÚ!
¡SUÉLTAME!

Te digo, que vida no tengo
y es por tu culpa.
Las noches igual que los días
de soledad.

¡OH, DIOS MÍO!

Ayúdame para matar este amor que está en mi corazón.

¡BENDITO DIOS!
¡SÁLVAME!

Solo caminando en el camino de este mundo
y no tengo más fuerza para luchar.
Yo pensaba que amarte fué el remedio pa' el dolor
pero el dolor se hizo grande más y más.
Te dejo para siempre
vida mia no te olvides,
que soy hombre que existe para ti.
Y el cante de mi vida te regalo para siempre
hasta que llegue el día del morir.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
Ameryka Lacinska:
Blogi:
Español:
Fora:
Latanie:
Muzycy i zespoly:
Muzyka:
Wyprawy i podroze:
Wytwornie:
XxxxxxxxxxxxxxX
Zwierz na podgladzie: