P o d r ó ż e . . . . . te samolotami, autobusami, samochodami... i te w codziennym życiu... no i, oczywiście, podróże literackie, filmowe i muzyczne...
piątek, 01 sierpnia 2008
Skrzypek na... linii frontu.

Latynoskie kino rzadko, a przynajmniej zbyt rzadko, gości na naszych ekranach. A jeśli nawet, trafiają do nas superprodukcje (Amores Perros, Miasto Boga), lub filmy nagradzane na najważniejszych festiwalach. Chlubnym wyjątkiem jest Festiwal Filmów Latynoamerykańskich, ale to tylko potwierdzenie smutnej reguły.

Kino artystyczne, czy jedynie pretendujące do tej rangi, stanowi już absolutną egzotykę.

Dlatego cieszy, że filmy takie jak meksykański El Violin trafiają do dystrybucji w Polsce. Również na DVD.

Nie jest to produkcja najnowsza i miłośnikom kina zza oceanu znana (szczególnie, że reklamował go już tierralatina, czyli główny dostawca informacji i plotek z tamtych stron;-), ale do mnie, dziwnym trafem, dotarła dość późno.

Skromny, czarno-biały obraz, opowiada historię starego skrzypka Plutarco. Zbuntowaną wieś, w której mieszkał, wraz synem i wnukiem, zajęła armia, zmuszając ludzi do ucieczki do dżungli. Akcja była tak szybka i niespodziewana, że rebelianci, których jednym z dowodców byl syn Plutarco, nie zdążyli zabrać amunicji. Stary skrzypek, na własną rękę podejmuje desperacką i bardzo ryzykowną grę z wojskiem. Pod pretekstem doglądania swojego pola i w zamian za "koncerty" dla kochającego muzykę dowódcy, Plutarco codziennie odwiedza wieś. W drodze powrotnej do obozu gdzieś-w-puszczy, w futerale na skrzypce wywozi niefortunną amunicję.

Tak, bardzo po krótce, przedstawia się fabuła filmu.

Założeniem twórców filmu (a przynajmniej tak sądzę) było pokazanie sytuacji uniwersalnej. Akcja nie dzieje się w żadnym konkretnym miejscu, a rebelianci nie zostali nazwani. I choć trudno oprzeć się skojarzeniom z zapatystami walczącymi na południu Meksyku, równie dobrze można oglądać El Violin nie mając większego pojącia o historii i sytuacji w regionie.

W ten uniwersalny kontekst świetnie wpisują się też rozmowy dziadka Plutarco z wnukiem. Proste prawdy o życiu, przemieszane z ludowymi, indiańskimi legendami, czasem porażają (naiwną, to fakt) oczywistością, a wypowiadane zachrypniętym, spokojnym głosem staruszka, brzmią niesamowicie!

Tylko muzyki, co sugerowałby tytuł i fabuła filmu, nie należy spodziewać się najwyższych lotów. Plutarco (nota bene prawdziwy muzyk i aktor naturszczyk) nie jest wirtuozem. Jest starcem bez dłoni, samoukiem grającym własne interpretacje muzyki ludowej, ale robi to z pasją i miłością, a tylko to się liczy.

Polecam... ciekawym i wrażliwym.

środa, 09 lipca 2008
Zanim spadnie deszcz...


Przy okazji czytania "Sahiba", przypomniał mi się chyba pierwszy, a jednocześnie jeden z ciekawszych bałkańskich filmów, jakie miałem okazję oglądać...



Zanim spadnie deszcz Milčo Mančevskiego z 1994 roku, to trzy, powiązane mniej lub bardziej luźnymi szczegółami, historie miłosne.

W pierwszej, zatytułowanej Słowa, Kiril (Grégoire Colin) - młody mnich - ukrywa w swojej klasztornej celi uciekającą przed jakimiś pseudo-partyzantami młodą Albankę. Miłość od pierwszego wejrzenia jest o tyle niezwykła, że Kiryl złożył śluby milczenia, a dziewczyna mówi tylko po albańsku. Gdy przeor klasztoru dowiaduje się o uciekinierce, z bólem, wyrzuca oboje. W trakcie ucieczki dziewczyna ginie z rąk... Albańczyków.

Twarze, druga historia, dzieje się w Lodynie. Anne (Katrin Cartlidge) - fotoedytorka - ma romans z utytułowanym macedońskim fotografem Alexandrem (Rade Serbedzija). Ten, po powrocie z Bośnii, wyraźnie się zmienił, chce rzucić pracę i wrócić do rodzinnej wsi w Macedonii.

Część trzecia, Obrazy, to właśnie historia powrotu Aleksandra do domu. Po szesnastu latach nieobecności nie potrafi zrozumieć narastającego napięcia między żyjącymi dotąd w zgodzie Albańczykami i Macedończykami. Wbrew rodzinie i znajomym, a także narażając się radykałom muzułmańskim odwiedza dom swojej dawnej miłości. Negowanie rzeczywistości nie jest jednak w stanie uchronić go przed brutalnym z nią zderzeniem.

Film w prosty, a czasem nawet brutalny sposób pokazuje jak rodziły się i przybierały na sile konflikty etniczne na Bałkanach. W oczy rzuca się też to, że Mančevski bardzo wyraźnie, choć subtelnymi środkami, chce pokazać, iż wojny, które przetoczyły się przez państwa byłej Jugosławii, w gruncie rzeczy toczyły się nie w jakichś trzecioświatowych, zapomnianych przez Boga krainach na końcu świata, ale póltorej godziny lotu samolotem z Amsterdamu, gdzie ludzie słuchaja w radiu Beastie Boys.

Do tego doskonałe ujęcia krajobrazów mecedońskich gór, spokojny i leniwy klimat filmu i świetnie dobrana muzyka.

Film zebrał około trzydziestu nagród na całym świecie. W tym Złotego Lwa Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji i nominację do Oskara za najlepszy film nieanglojęzyczny.

Gorąco polecam!

Gdyby ktoś chciał się skusić, Zanim spadnie deszcz, jak i kilka innych macedońskich filmów można obejrzeć na YouTube u użytkownika Makedonier.

12:35, zfiesz , Kino
Link Komentarze (1) »
czwartek, 03 lipca 2008
mowia na mnie ulica...


Nie dam głowy, ale to chyba Marquez, w którejś ze swoich powieści napisał, że dziwka jest najlepszą przyjaciółką faceta. Nie wiem... nie znam się... Jednak Caye i Zulema - bohaterki meksykańsko-hiszpańskiej produkcji "Księżniczki" w tej roli nie do końca by się sprawdziły. Obie prostytutki, swoja pracę wykonują z przymusu i traktują raczej przejściowo. Caye, w tej roli dość szpetna Candela Pena, rodowita Hiszpanka, niezbyt rozgarnięta, zbiera na operację powiększenia biustu. Zulema, grana przez Micaele Nevárez - dla kontrastu WYJĄTKOWO urodziwą niewiastę - nielegalna emigrantka z Dominikany, chce sprowadzić do Hiszpanii swojego małego synka, by ten "zatroszczył się o nią".

Dziewczyny, mimo że wykonują ten sam fach, stoją w zasadzie po dwóch stronach barykady. Rodowite Hiszpanki nie mogą znieść powodzenia i niskich cen jakie oferują emigrantki z Afryki i Ameryki Łacińskiej. Ze swojej "kwatery" w zakładzie fryzjerskim, toczą z nimi cichą i złośliwa wojenkę, co rusz wzywając policję pod pretekstem bójek między kolorowymi dziwkami. Swoją drogą, rozmowy jakie między sobą prowadzą świadczą o ich wyjątkowej głupocie i ignorancji.


Jak na rzewną historyjkę przystało, dwie główne bohaterki zaprzyjazniają się, dzieląc radości i smutki (tych ostatnich zdecydowanie więcej).

Próbowałem doszukać się jakiegoś głębszego przesłania, ale albo go nie ma, albo coś mi umknęło. Postać Caye jest do bólu płytka i nie sposób doszukać się w niej czegokolwiek. Choć przy swoich przyjaciółkach "od fryzjera" i tak momentami błyszczy intelektem. Nieco lepiej prezentuje się Zulema. Dziewczyna, jak wiele jej podobnych, przyjechała do Europy szukać lepszego życia dla siebie i rodziny, wybrała taką a nie inna drogę, ale niefortunnie wplątała się w toksyczny układ z policjantem, który w zamian za sex obiecał załatwić jej dokumenty niezbędne do legalnej pracy. Póki co, jedyną zapłata za wdzięki pieknej Mulatki są siniaki i łzy.

"Księżniczki" nie pokazują absolutnie niczego nowego. Nie żebym spodziewał się moralnych fajerwerków z jednej, czy jakichś hardcore'owych scen z drugiej strony. Po prostu kiedy słyszę, że Fernando León de Aranoa - reżyser filmu - obwoływany jest najważniejszym twórcą współczesnego hiszpańskiego kina, oczekuje czegoś więcej niż smutnej historii z banalnym morałem.

Wielkim plusem filmu jest za to muzyka. Może poza jakimiś drobnymi dodatkami, na soundracku króluje Manu Chao. Motyw przewodni -
Me llaman calle (gierka słowna: calle [czyt. caje] - ulica i Caye - jedna z bohaterek) jest świetny i doskonale wpisuje się w nostalgiczny nastrój filmu. A już
Cinco Razones... Cudo! Niestety numer nie jest dostępny na żadnej z płyt Manu.

Podsumowując... Rzecz dla zagorzałych miłośników kina hiszpańskiego i latynoskiego. Miał być film z pretensjami do sztuki z przesłaniem, a wyszło zwyczajnie i pretensjonalnie.

****

W tym samym temacie... Czytając ostatnio coś o agencji fotograficznej Magnum znalazłem kilka fotek meksykańskiej fotograf Mayi Goded z sesji Sexo Servidoras, poświęconej prostytutkom. Zdecydowanie mniej cukierkowe, choć momentami też słodkie.

04:09, zfiesz , Kino
Link Komentarze (2) »
piątek, 01 lutego 2008
!Viva la Vida!


"Mam nadzieje, ze smierc jest radosna i ze nigdy tu nie powróce"

[Frida Kahlo]

Obejrzalem wczoraj wieczorem. Juz chyba po raz trzydziesty ósmy. I po raz trzydziesty ósmy uronilem kilka lez;-) Szybko sie wzruszam...

Pisac o filmie nie ma wiekszego sensu. Frida to dzielo znane, uznane i obsypane peanami w najrózniejszych periodykach (nie wylaczajac prasy bardzo kobiecej).

Moze tylko kilka slów na temat watków drugoplanowych... Swietnie napsana (i równie dobrze zagrana przez Alfreda Moline) rola Diego Rivery. Co wazne, pokazany jest nie tylko jako wyjatkowy artysta, ale i jako dzialacz polityczny. W tym samym kontekscie... Ciekawie i obrazowo zaprezentowany jest konflikt miedzy Rivera i Davidem Alfaro Siqueirosem (Antonio Banderas). Do tego Tina Modotti (Ashley Judd), jedna z wybitniejszych fotografów w spódnicy i mamy (prawie) caly przekrój rewolucyjno-artystycznego pólswiatka Meksyku pierwszej polowy ubieglego wieku. Nie mozna oczywiscie nie wspomniec o meksykanskim epizodzie w zyciu Lwa Trockiego (Geoffrey Rush), który pokazano w tak naturalny i niewinny sposób, ze niemal zapominamy kim ów jegomosc byl.

Oprócz obsady, doskonalego scenariusza i jeszcze lepszej realizacji, na pochwale zasluguje montaz (z rewelacyjnymi animowanymi wstawkami w drwiaco-makabrycznym stylu José Gadalupe Posady i "ozywienia" obrazów Fridy Kahlo) i doskonala sciezka dzwiekowa, za ktora odpowiedzialny jest Elliot Goldenthal (w tym miejscu nie mozna nie zaznaczyc obecnosci genialnych glosów meksykanskich - Chaveli Vargas i Lili Downs).

Reasumujac... Za miesiac pewnie znów obejrze, znów bede sie wzruszal i znów bede podziwial.


Zwierz z Rivera w tle (Palacio Nacional, Ciudad de México)


Casa Azul. To tu spedzili czesc swojego burzliwego zycia (Coyoacan, Ciudad de México)

czwartek, 24 stycznia 2008
Balkany zjednoczone... na planie filmowym


Jest rok '87. Posterunek Jugoslowianskiej Armii Federalnej na granicy z Albania. Wsród kilkudziesieciu zolnierzy znalezc mozna przedstawicieli wszystkich narodow wchodzacych w sklad wieloetnicznego panstwa stworzonego przez Wielkiego Marszalka Tito. Choc krwawa wojna domowa czai sie juz tuz za rogiem, na placówce panuje spokój. Rekruci jednak, czesciej niz imionami, zwracaja sie do siebie per Dalmatynczyku, Pastuchu z Bosnii, Skurwielu z Belgradu... a wszelkim niepokojom, ktore zaczynaja wstrzasac panstwem, winni sa "ci pieprzeni Slowency".

Ogólna sielanke przerywa niecodzienne (choc moze znowu nie az tak bardzo niezwykle, jak na realia wojskowe) wydarzenie: dowódca jednostki zlapal syfa od jednej z garnizonowych kurewek. Problem w tym, ze leczenie potrwa okolo trzech tygodni i w tym czasie porucznik nie moze pokazac sie w domu. Oglasza wiec... stan zagrozenia ze strony Albanii, cofa przepustki i obwarowuje sie w "forcie" na wzgórzu.

Tak w skrócie mozna strescic fabule "Karaula" - filmu zrealizowanego w zadziwiajacej kooperacji... Serbia i Czarnogóra, Chorwacja, Słowenia, Macedonia, Bośnia i Hercegowina - to wszystkie, o ile sie nie myle, kraje skladajace sie na dawna federalna Jugoslawie. Nad caloscia projetu czuwal zas, uznany na swiecie, szczescdziesiecioletni chorwacki rezyser Rajko Grlić.

W zasadzie do pewnego momentu film oglada sie jak calkiem niezla, w pewnym sensie nawet egzotyczna, komedie. I w zasadzie, kiedy akcja z komedii przechodzi w dramat, mozna z czystym sumieniem wylaczyc telewizor.

...albo czegos nie zrozumialem, albo autorzy nie do konca widzieli co chca przekazac. Mimo wszystko, jednak polecam... chocby ze wzgledu na wyjatkowo urodziwa Verike Nedeska grajaca zone dowódcy posterunku;-)

Trailer pierwszy... chyba oficjalny...

Trailer drugi... sexy...

p.s.: Po nie-wiem-ilu-latach udalo mi sie w koncu dopasc "Jizde" Jana Sveraka. Niestety z tak masakrycznym lektorem, ze nie wiem, czy dam rade obejrzec. Postaram sie... w koncu to jeden z (bardzo) niewielu filmów, które okreslilbym przymiotnikiem "kultowy".

 
1 , 2 , 3
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Ameryka Lacinska:
Blogi:
Español:
Fora:
Latanie:
Muzycy i zespoly:
Muzyka:
Wyprawy i podroze:
Wytwornie:
XxxxxxxxxxxxxxX
Zwierz na podgladzie: