P o d r ó ż e . . . . . te samolotami, autobusami, samochodami... i te w codziennym życiu... no i, oczywiście, podróże literackie, filmowe i muzyczne...
niedziela, 26 sierpnia 2007
Siódma spózniona impresja istambulska

[Baranina]

Skoro bylo o Muzie, nie moge nie wspomniec o drugim restauracyjnym koledze, z którym polaczyla nas wiez usmiechow, usciskow dloni, grzecznosciowych wymian zdan i opinii na temat Turcji.



Orhan

Koles spelnial te sama funkcje co Muza w naszej ulubionej restauracji. Fakt, byl zdecydowanie bardziej wywazony, grzeczny, kulturalny i wcisniety w gajer, ale po paru dniach sie rozkrecil. Poza tym, jedzenie w tej knajpie bylo tak pyszne, ze tuszowalo wszelkie "niedoskonalosci" obslugi.

To wlasnie dzieki tej knajpie zakochalem sie w baraninie. Lamb chops'y serwowane w Malkoc Restaurant & Café to zjawisko, o ktorym nie mozna napisac, ze jest ot tak po prostu dobre, smaczne, pyszne... Trzeba usiasc przy stoliku (nakrytym pomaranczowym obrusem:-) na wolnym powietrzu, odczekac swoje podjadajac rewelacyjny turecki "chleb" z sezamem (nie pamietam jak nazywa sie ten "chleb", ale to taki ogromny, dmuchany podplomyk), który wysmienicie smakuje z pikantnym maslem i bardzo ostrym (w smaku i zapachu!!!) owczym serem.

Gdy w koncu nadchodzi ta chwila... gdy kelner stawia przed nami talerz z paroma kawalkami grillowanego miesa i masa dodatkow, jeszcze nic nie zapowiada rozkoszy dla podniebienia. Dopiero po pierwszym kesie... niebo! Czlowiek zdaje sobie wtedy sprawe, ze "w zyciu piekne sa tylko chwile...". W dodatku, choc to sprawa drugorzedna, cala przyjemnosc kosztuje okolo 15. lir tureckich.



Popster dochodzi do siebie po baraninie;-)

Jesli ktos spytalby mnie dzis o najprzyjemniejsze wspomnienie z Turcji, bez wahania odpowiadam: GRILLOWANA BARANINA!!! :-)

A co do Orhana (kelnera), to od niego dowiedzialem sie, ze nosze arafatke tureckich Kurdów. Przy okazji poznalem 23 sposoby jej wiazania. Wlacznie ze stylem partzanckim i... pasterskim:-)
niedziela, 19 sierpnia 2007
Szósta spózniona impresja istambulska

[Muzaffer]

Pisalem juz, ze nie wszyscy "naganiacze" zapraszajacy do odwiedzin i skosztowania specjalow niezliczonych knajp przy Akbirik Caddesi - glownej turystycznej ulicy Sultanahmet, to upierdliwe i irytujace typki. Muza(ffer) nalezal jednak do tych najgorszych!

Z zadziwiajaca precyzja rozpoznawal narodowosc spacerujacych deptakiem turystow i, w zaleznosci od potrzeby, sypaly sie jak z rekawa wiazanki zachwytow nad "kuchnia mamy" w najrózniejszych jezykach, poparte madmoisel'ami, mate'ami, sir'ami, itp. Dziewczeta zawsze mogly liczyc na docenienie ich urody. Nawet jesli absolutnie jej nie posiadaly:-) Te rzeczywiscie ladne, czesto musialy zastanawiac sie nad odpowiedzia na nielatwe pytanie: "czy wierzysz w milosc od pierwszego wejzenia?"

A czy musze pisac jakie wrazenie wywieraly wymiany zdan z Koreanczykami i Chinczykami? Chyba nie?

O tym, ze dla Francuzow mial zawsze najlepsze, specjalnie sprowadzane wina, dla Australijczykow (których Istambul odwiedza nadzwyczaj wielka liczba), Brytyjczykow i polowy swiata najlepsze, zimne piwo, a dla Hindusow zawsze swiezy chlebek naan, chyba tez wspominac nie musze?

Nas kusil kilka razy. Za kazdym razem obiecywalismy wrocic pozniej, wiec w koncu trzeba bylo obietnice spelnic.

Wkrótce okazalo sie ze Muza, alias Erick, ma nie tylko dar przyciagania klientow, ale rowniez ich przetrzymywania jak najdluzej (motyw znany z Maroka), a jego gadatliwosc i bezczelnosc (w kontekscie ukladu klient-restaurator) przeraczala wszelkie granice:-)


Muza

Wiek: oficjalnie - 20 lat. Prawdziwy - w przyblizeniu 25. O co chodzi? Gdy Muza sie urodzil, gdzies we wschodnim tureckim Kurdystanie, jego rodzice zapomneli go zarejestrowac. Pozniej nie za bardzo mogli pojawic sie w urzedzie z "noworodkiem", który juz od dawna chodzi i gada. Przymusilo ich dopiero zycie. Kiedy w wieku okolo 5. lat Muza powaznie zachorowal i rodzice musieli polozyc go do szpitala, za niewielka oplata, znalazl sie akt urodzenia, który odrobine go odmlodzil.

Stan cywilny: zwiazek nieformalny z dziewczyna z... Tajwanu (?!?!). Spotkali sie w Istambule, gdzie, na miejscowym uniwersytecie, studiuje bardzo wielu Azjatów. Teraz dziewczyna jest w domu, ale oboje odkladaja kase na otwarcie tureckiej knajpki w Taipei. Podobno tamtejsi Chinczycy sa bardzo otwarci i ciekawi jesli chodzi o egzotyczna kuchnie.

Naszym wspolnym obiektem westchnien stala sie jednak Carmen - Brazylijka o boskim tyleczku, która regularnie, dwa razy dziennie, mijala Family Restaurant Muzy. Niestety, poza krajem pochodzenia i imieniem (na co przydal sie moj espanol), nie udalo nam sie wyciagnac z niej nic wiecej. A tym bardziej przyciagnac jej do nas;-)


Ja w knajpce Muzy

Poza tym, kuchnia jego mamy wcale nie byla jakas rewelacyjnie dobra. Skusilem sie na kilka dan z karty i bylem zdecydowanie rozczarowany. No ale musze przyznac, ze po dwóch dniach przychodzilismy tam nie dla maminych wiktualow i zimnego piwa, ale dla towarzystwa (nadzwyczaj rozrywkowego) Muzy.

On zreszta tez przestal traktowac nas jak zwyklych klientow. Ciagle marudzil, ze za malo jemy (z czasem wcale;-), nie pijemy raki tylko piwo, a w dodatku nie zostwiamy jakichs sensownych napiwkow. W ramach rekompensaty pomagalismy mu w zdobywaniu klientow... Z zadziwiajaco dobrym skutkiem.
poniedziałek, 13 sierpnia 2007
Piata spózniona impresja istambulska

[Dennise i Chris]

Moze Istambul nie jest wymarzonym miastem dla kogos takiego jak ja jesli chodzi o zwiedzanie (o czym byla mowa wczesniej). Jest natomiast niesamowity, pod wzgledem mozliwosci poznawania ludzi. Nie wiem z iloma osobami zamienilismy kilka slow, z iloma napilismy sie piwa, z iloma wypalilismy nagrile...? Zebralyby sie pewnie ze dwa tuziny. Byli Rosjanie, Szwajcarzy, Kanadyjczycy, Australijczycy, Nowozelandczycy, Amerykanie, nie wspominam nawet o tubylcach, no i ONI...

Któregos z pierwszych wieczorow siedzielismy z Popsterem przed knajpa Mustafy - najbardziej podejzana spelunka w Sultanahmet z najbardziej w calym Istambule podejzanie wygladajacym wlascicielem - popijajac tureckiego "Efeza" i pociagajac bananowa nagrile, gdy do stolika obok (jakies 15 centymetrow) przysiadla sie strasznie halasliwa parka. Ona - blondynka wygladajaca na trzydziesci kilka lat; On - wygladajacy na jej duzo starszego brata. Nie daloby sie ich nie zauwazyc nawet gdyby siedzieli po przeciwnej stronie ulicy. OK, bardziej Jej niz Jego.



Mustafa i Popsterek

Skoro jednak nie siedzieli az tak daleko, zupelnie nie pamietam jak do tego doszlo, ale padlo kruszace lody pytanie: "Skad przybywacie wedrowcy?". Dziwne, bo Ona zamilkla, pierwszy raz od dwudziestu minut, a On odpowiedzial... cos... "Przepraszam, skad?" ... cos powiedzial... Glupia mina i dwa znaki zapytania w oczach... Za trzecim razm wylapalem Ednbrra... Hmmm... teraz tylko trzeba to jakos zlokalizowac na mapie. Na szczescie Ona otrzasnela sie z szoku widzac niepewnosc wypisana na mojej twarzy... "Edinburgh... in Scotland..." No, teraz zrozumialem. Malo tego, zaraz znalazlo sie tez objasnienie owego szkockiego Ednbrra (podwojone "r" jest zupelnie nieprzypadkowe i kazdy kto kiedykolwiek mial okazje zetknac sie ze Szkotami bedzie wiedzial o czym pisze). Otóz, jak najchetniej kazda wolna chwile spedzalby kazdy mezczyzna? Z glowa w staniku swojej kobiety... head-in-bra (wyjatkowo z niemym "h":-)


Dennise i Chris

Z Dennise i Chrisem spotykalismy sie codziennie, czasem nawet czesciej. Zawsze przypadkowo. Wieczorne spotkania przy "Efezie" zawsze przeciagaly sie do rana. Szczegolnie kiedy z Chrisem schodzilismy na tematy polityczne (I hate England... ;-) Dennise i Popster zazwyczaj dawali wtedy za wygrana i spokojnie oddalali sie do hoteli, a my belkotalismy dopóki, doputy Mustafa (on zawsze ostatni na ulicy zamykal knajpe) nie dawal nam wyraznie do zrozumenia, ze czas-na-nas. Zdarzalo sie, ze ostatnie piwo dopijalismy siedzac na schodach lub krawezniku! Ech... to se ne vrati... To takie gadki jakie zdarzaja sie najlepszym kumplom.

Dennise oczywiscie tez niczego nie brakowalo. Pomijajac fakt, ze w wieku 42 lat wygladala na dziesiec mniej, jest artystka z Ohio, która zew serca zagnal do deszczowej Szkocji, tworzaca anioly, eksperymentujaca w kuchni (sprowadzaja przez e-Bay'a najrozniejsze specyfiki z calego swiata), wrózaca z reki... itp. Mi wywrozyla spokojne i szczesliwe zycie z jedna ukochana i dwiema coreczkami:-) No i ma slaba glowe, ale o tym innym razem.
czwartek, 09 sierpnia 2007
Czwarta spózniona impresja istambulska

[Istambul z oddali - cz. 2]

Drugim "miejscem widokowym" jest Palac Topkapi. Sam ogromny palac, choc wychwalany przez wszelkie przewodniki i publikacje, na mnie wywarl wrazenie raczej mizerne. Kolejne muzeum przepelnione zarowno eksponatami, jak i zwiedzajacymi, w tym szczegolnie uciazliwymi wycieczkami szkolnymi. Na szczescie czescia z nich opiekowaly sie przesympatyczne Panie Nauczycielki... szczegolnie jedna...


:-)

Tak... Ale oprócz slicznych cial pedagogicznych, Topkapi oferuje rowniez swietny widok na Bosfor i azjatycka strone miasta...


Na tle mostu lub z mostem w tle...

Ukradkowo natomiast, mozna popatrzec na Most i Wieze Galata...


Most jest po lewej... za krzakami;-)

Trzecim i ostatnim (omawianym;-) miejscem oferujacym calkiem interesujace widoki jest... statek wycieczkowy plywajacy po Bosforze - od Mostu Galata po Most Fatiha (pierwszy most wybudowany nad Bosforem). Dodam, jeden z kilkudziesieciu statkow bezustannie pokonujacych te trase. W ogole na Bosforze, Morzu Marmara, Zatoce Zlotego Rogu i wszystkich wodach oblewajacych Istambul, ruch statkow, stateczkow i wszelkich mozliwych zjawisk plywajacych jest wprost niewyobrazalny.

Statki wycieczkowe odplywaja z przystani przed lub za Mostem Galata; wycieczka kosztuje cos kolo 30 lir (tyle ile porzadny obiad) i trwa mniej wiecej dwie godziny.

Bez wzgledu na pogode na ladzie, proponuje zabrac na poklad jakies cieplejsze ciuchy - ja mialem na sobie dlugie spodnie, gruba bluze z kapturem, arafatke i czapke, ale po jakims czasie i tego bylo malo. Musialem schowac sie przed lodowatym wiatrem za mostkiem. I... wcale nie stracilem najlepszych widokow...



Ups... nie ta fotka... ale "widok", przyznajcie, interesujacy;-)


Tradycja w Turcji czesto mieszka pod mostem;-)


Twierdza Rumeli Hisari


Wierza Leandra - poczatek Bosforu


I jeszcze jedna panorama
Trzecia spózniona impresja istambulska

[Istambul z oddali - cz. 1]

Powtarzam sie, wiem, ale Istambul zdecydowanie nie jest miastem do zwiedzania "po mojemu", czyli calodziennego, bezcelowego szlifowania brukow. Jest wprost stworzony dla tzw. turysty zorganizowanego. Ogromne zabytki bez najmniejszych problemow mozna zwiedzac w czterdziestoosobowych grupach z przewodnikiem. W kazdym z nich zmiesci sie kilkadziesiat, jesli nie kilkaset takich wycieczek jednoczesnie... "Na prawo widzimy dywan... na lewo mozaike... nad Panstwem sklepienie z XVI wieku... Piec minut na zdjecia i wracamy do autokaru!". A autobusow na parkingu przed Hagia Sofia (skad w ciagu zaledwie kilku minut mozna dojsc do wlasciwie wszystkich wazniejszych zabytkow miasta) staly dziesiatki. Ladne, czyste, nowe, z klima i przyciemnianymi szybami... Po co wlasciwie ci ludzie wychodza z biur? Nie taniej wlaczyc jakis filmik na kompie i udawac, ze jest sie na wczasach?

Tak na marginesie... Dwie spacerujace dwojkami w rownych rzadkach grupki Polakow, to jedyni rodacy jakich dane nam bylo spotkac w Istambule.

Zawsze jednak, choc to oczywisty banal, sa jakies wyjatki potwierdzajace regule. W przypadku Istambulu wyjatkami sa, mowiac ogolnie, widoki... lub panoramy jak kto woli.

Miasto jest ogromne (co kazdy wie); lezy na dwoch kontynentach, które rozdziela Ciesnina Bosforska (z tego jest znane); wdzieraja sie wen rózne morza i zatoczki, dzieki czemu niemal zawsze widac cos "na drugim brzegu"; i jeszcze jedna, dosc niewygodna dla niezmotoryzowanego turysty sprawa - miasto lezy na setkach gór, górek, pagórków, wzgórz, wzgórków, wzniesien, itp.

Wszystko to razem sprawia, ze co kilka kroków napotyka sie na calkiem mily dla oka widoczek... A to jakies minarety majaczace w oddali na tle miasta, a to most bosforski, to znow jakis kontenerowiec wolno przetaczajacy sie przez "srodek" miasta...



U nas w centrum miasta czasem zabladzi jakis TIR, a w Istambule...

I tak w nieskonczonosc. Mozliwosci "widokowe" miasta sa niemal nieograniczone.

Kilka miejsc jest jednak pod wzgledem "oferty widokow" szczegolne. Jedno nie oferuje w zasadzie nic poza widokami... i to wlasnie miejsce polecam absolutnie wszystkim, którzy kiedys zajza do Istambulu. To miejsce, to Wieza Galata...


Wierza Galata... widok "z drugiego brzegu":-)

Juz samo dojscie do wiezy jest emocjonujace. Do stojacej od setek lat w jednym z najwyzszych punktow miasta dosc masywnej budowli, prowadzi kilka kilometrow schodow i stromych uliczek. Zakwasy na drugi dzien gwarantowane;-)


Poczatek wspinaczki...


...i jej cel.

Ale kiedy juz pokona sie te wszystkie stopnie, stromizny i przeszkody, nagroda jest chojna...


Widok na miasto


Meczet Suleymaniye

Powrót z Wiezy Galata jest na szczescie zdecydowanie przyjemniejszy i, co istotne, teznie jest wolny od "widoków";-)


Most Galata
 
1 , 2
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Ameryka Lacinska:
Blogi:
Español:
Fora:
Latanie:
Muzycy i zespoly:
Muzyka:
Wyprawy i podroze:
Wytwornie:
XxxxxxxxxxxxxxX
Zwierz na podgladzie: