P o d r ó ż e . . . . . te samolotami, autobusami, samochodami... i te w codziennym życiu... no i, oczywiście, podróże literackie, filmowe i muzyczne...
niedziela, 27 kwietnia 2008
Malta Experience... buses


moze "na goraco" mi sie uda, wiec szybko... do roboty. malta to jednak nie meksyk, czy kuba, dlatego bedzie raczej krótko.

o ile nie moge powiedziec, zebym byl zachwycony wyspa w calosci, o tyle jedna rzecz... a wlasciwie 504 rzeczy... urzekla mnie absolutnie: lokalne, maltanskie autobusy!

po pierwsze: sa najzwyczajniej w swiecie ladne. zółto-pomarańczowo-białe, czasem z czarnymi dodatkami i cala masa niklu, chromu i wszystkiego co blyszczy w sloncu.

po drugie: sa stare. bardzo stare! wiekszosc ma 50-60 lat! oczywiscie zdarzaja sie nowe i zupelnie nowe pojazdy. z klimatyzacja, niskopodwoziowe, przystosowane do przewozu niepelnosprawnych i ze wszelkimi dobrodziejstwami nowoczesnej techniki, jakie tylko mozna sobie wyobrazic. no chocby taki banal jak amortyzowane zawieszenie. kto by sie nad tym zastanawial? wlasnie! nikt! dopoki nie przejechalby kilku kilometrow nienajlepszymi, maltanskimi drogami autobusem owego dobrodziejstwa pozbawionym. slowo "trzesie" nabiera zupelnie nowego znaczenia;-)

po trzecie: dojezdzaja praktycznie wszedzie. po mniej wiecej 17. latach mieszkania na wyspie, kiedy juz opanuje sie do konca zawily rozklad jazdy, trasy, rozmieszczenie przystankow i (co niebanalne) system komunikowania sie z kierowca za pomoca odpowiednich machniec reka (stojac na przystanku) i obslugi wysoko wyspecjalizowanych urzadzen sygnalizujacych zamiar opuszczenia wehikulu (linka wzdluz dachu zakonczona dzwonkiem;-), podrózowanie autobusami moze byc naprawde praktyczne. praktyczne... nie przyjemne. nie mylmy pojec;-)

po czwarte: sa tanie. przy krotkich, pojedynczych przejazdach to kwestia okolo 50. eurocentów. przy dluzszym, turystycznym pobycie, najlepiej zaopatrzyc sie w bilet kilkudniowy. za tygodniowy zaplacimy jedyne 13'98 euro i mozemy jezdzic do woli.

po piate: kierowcy! kilku bylo/jest milych. pomoga, poinformuja, zagadaja, usmiechna sie... ale wiekszosc... coz... skoro ktos wybiera sie w podróz 60. letnim gratem, musi byc przygotowany na mocne wrazenia;-) oszukuja (zartuja?) co do trasy, myla sie przy wydawaniu reszty, kwestionuja waznosc biletu i ogólnie bardzo uprzejmie odnosza sie do pasazerów... "move back!!!". podobno... taka w kazdym razie slyszalem historyjke... dawniej wiekszosc kierowcow stanowili byli wiezniowie. ot... po wyjsciu na wolnosc nie mogli znalezc pracy, wiec siadali za kólkiem. odnosze wrazenie, ze historia nie jest calkowicie wyssana z palca;-)

po szóste: podobne sytuacje maja podobno miejsce w irlandii. nie wiem, nie bylem, ale... aglomeracja valletty, kilkanascie (o ile nie kilkadziesiat)  miast i miasteczek absolutnie zatloczonych i zakorkowanych. nagle, kierowca dostrzega, ze z naprzeciwka, innym autobusem, nadjezdza jego przyjaciel. co robi? oczywiscie zatrzymuje sie jak najblizej srodka jezdni, otwiera okno i dyskutuje w najlepsze. pol biedy, jesli chca sie tylko wymienic drobnymi. gorzej, jesli rzeczywiscie maja o czym rozmawiac...

i po siódme w koncu: korzystanie z lokalnego transportu, to naprawde bardzo praktyczne, (czasem) przyjemne i niezapomniane doswiadczenie:-)

a teraz, zapraszam do galerii...

| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Ameryka Lacinska:
Blogi:
Español:
Fora:
Latanie:
Muzycy i zespoly:
Muzyka:
Wyprawy i podroze:
Wytwornie:
XxxxxxxxxxxxxxX
Zwierz na podgladzie: